Energetyczne brzmienie prosto z Krakowa – to właśnie zespół Cinemon, który zawitał do Zaścianka na dachoofkową scenę. Przeczytajcie co powiedzieli dziennikarce Radia17.
Joanna Kołak
Radio17: Witamy zespół Cinemon.
Cinemon: Cześć! Hej!
Radio17: Zdradzając tutaj kulisy mojego przygotowania do wywiadu – zrobiłam mały research wśród publiczności; spytałam, o co fanki, siedzące w pierwszym rzędzie, chciałyby zapytać zespół Cinemon. Pierwsze pytanie bez zastanowienia brzmiało: „Oczywiście, że o numer!” Jak radzicie sobie z nadmiarem fanek?
Cinemon: <śmiech> Śpiewamy dla nich piosenki, piszemy specjalnie dla nich. Jak mówisz, że research zrobiłaś, to ja powiem, że to jest message straight to ourfans. Powiem tak – to jest jeden z naszych pierwszych koncertów po restrukturyzacji, to znaczy może nie do końca, bo pierwszy koncert w aktualnym składzie zagraliśmy 17. stycznia tego roku, więc bardzo dawno… ale ten jest z nowym materiałem, bo w okolicach maja postanowiliśmy zrzucić brzemię starego materiału i przestać grać piętnaście starych piosenek, ale zrobić piętnaście nowych i z nowym materiałem, który tutaj dzisiaj słyszeliście, występujemy po raz trzeci i chyba tak naprawdę po raz pierwszy przed publicznością, która nie jest naszymi znajomymi. Poza tym zawsze graliśmy bardzo skomplikowaną muzykę, a teraz gramy – staramy się – bardzo prostą muzykę grać, i taką, przy której można po prostu dobrze się bawić. I chyba zadziałało.
Radio17: Myślę, że zadziałało bardzo, a najbardziej świadczą o tym te prośby bisu. Wy zaczęliście sześć lat temu i podobno z takim postanowieniem, zamysłem, żeby to było coś nietypowego i innego. Czy z perspektywy czasu oceniacie, że Wam się udało?
Cinemon: No chyba to jest coś innego. Jest to taki rock and roll, który rzadko można spotkać gdziekolwiek, chyba że u Jacka White’a, bo trochę czerpiemy inspiracji z tego, ale jeśli chodzi o Polskę, to ciężko coś takiego znaleźć – muzykę w takiej formie, którą gramy teraz. Wcześniej Cinemon był tak jakby bardziej skomplikowany, ale zawsze był czymś innym, od samego początku. Szufladkę, która w największym stopniu nas klasyfikowała, był rock progresywny, ale tak naprawdę daleko nam było od wszelkich rzeczy, które się obecnie dzieją w rocku progresywnym, bardziej był to taki ciepły rock and roll – cynamonowy. Teraz, tak jak powiedziałem, przestaliśmy grać skomplikowane rzeczy, które były bardziej unikatowe, ale jednocześnie dużo trudniejsze i trafiały do węższego grona. Graliśmy tutaj i nikt nie prosił o bisy wtedy. A nie graliśmy źle, mieliśmy zajebistych muzyków w składzie. Podsumowując – faktycznie, wydaje mi się, że takiego rock and rolla jak my gramy, jest mało w Polsce.
Radio17: Macie teraz przed sobą trasę koncertową po… Krakowie. Jakie plany z nią wiążecie? Jakie nadzieje?
Cinemon: Chodzi o zdobycie jak największej ilości fanów. To jest klucz… niekoniecznie do sukcesu, ale do dużej radości naszej – i naszych fanów. Myślę, że będziemy się dobrze bawić i przede wszystkim robimy to dla ludzi. Żaden zespół nie wpadł jeszcze na to, żeby zagrać trasę koncertową po Krakowie; grając seryjnie, nawet sześć koncertów pod rząd.
Radio17: Czyli jak mówiliśmy wcześniej, jest nietypowo, i to pod każdym względem.
Cinemon: Powiedzmy sobie szczerze – nie silimy się na to, żeby było nietypowo, po prostu gramy na raz i dwa, to nie jest żaden wynalazek nowy ani filozofia, to jest proste. Ale trasa faktycznie jest dość zabawną sprawą do zrobienia. Wiadomo, ile w Krakowie się zarabia na koncertach, to znaczy wiadomo, ile się nie zarabia. To są te stawki, które pozwalają opłacić taksówkę, dwa piwa i nowe struny do gitary, które dzisiaj zerwałem dwie podczas koncertu. I teraz jeśliby to pomnożyć razy trzydzieści, czyli trzydzieści koncertów w miesiącu, to dałoby się z tego wyżyć. Wpadliśmy więc na to – no to zagrajmy trzydzieści koncertów w ciągu jednego miesiąca. Nie udało się zagrać trzydziestu, ale będzie chyba piętnaście, z tego jeden nie w Krakowie.
Radio17: A jeśli mówimy o tej krakowskiej scenie muzycznej, jak w ogóle oceniacie możliwości młodych zespołów, niekoniecznie mainstreamowych. Czy myślicie, że krakowska scena to miejsce dla starych wyjadaczy, czy widzicie też możliwości i szanse dla nowych zespołów na rozwój?
Cinemon: Krakowska scena muzyczna wygląda tak, jak wygląda: jest tu dużo zespołów, dużo miejsc do grania, kilkoro słuchaczy… Mówię to celowo, bo może tych słuchaczy nie jest tak mało, ale są bardzo rozproszeni. Jest wiele naprawdę zajebistych zespołów, które grają koncerty dla piętnastu – dwudziestu osób, w porywach dla pięćdziesięciu. Nie ma w Krakowie zespołu, który ściąga konsekwentnie koncert za koncertem sto – sto pięćdziesiąt osób. To jest śmieszne, biorąc pod uwagę wielkość tego miasta i jego status jako stolicy kultury. Taki przykład – łódzka scena muzyczna vs krakowska scena muzyczna. Zespół Coma, który grając gdzieś tam koncerty, koncert po koncercie, zaczął zgarniać sto, dwieście, pięćset, tysiąc ludzi. Nie ma zespołu w Krakowie, który rozwija się tak, jak zespół Coma. I to nie dlatego, że nie ma dobrego zespołu w Krakowie. Nie wiadomo, dlaczego tak się dzieje. Dlatego teraz z Krakowską Sceną Muzyczną, pisaną dużymi literami, próbujemy coś z tym zrobić. Pierwsze, co nam mówią znajomi, którzy wracają tu z koncertów w innych miastach, mówią nam: „jedźcie za Kraków, tam jest wspaniale, jest publiczność, wszyscy wariują”. Zachowują się tak jak dzisiaj tutaj na koncercie, tylko jest ich cztery razy więcej.
Radio17: Czyli Waszym zdaniem miasto, które uważane jest za stolicę kultury, tak naprawdę nie spełnia oczekiwań?
Cinemon: Ale może o to chodzi, że tej sztuki jest tutaj tak dużo, a po prostu jest za mało odbiorców na nią… Nie wiem dokładnie, o co chodzi, ale próbujemy się tego dowiedzieć z tą inicjatywą – Krakowską Sceną Muzyczną.
Radio17: A czy stawiacie sobie terazjako zespół jakieś duże wyzwania?
Cinemon: Powiem tak… wybieramy się w tym roku do Norwegii. Byliśmy tam już na kilku koncertach, bardzo fajni ludzie i bardzo fajny kraj. Chcielibyśmy zagrać kilka koncertów w Zachodniej Europie i w Skandynawii. Tam naprawdę dobre koncerty się gra i inny jest odbiór. Myślę, że coś takiego póki co nas interesuje.
Radio17: A w jaki sposób udało Wam się taki koncert zorganizować?
Cinemon: Mamy tam zaprzyjaźniony zespół. Nasi znajomi z Norwegii przyjechali do Krakowa na zaproszenie na kilka koncertów. W zamian pojechaliśmy również na zaproszenie na kilka koncertów do Norwegii. Bardzo fajna sprawa.
Radio17: W ciągu tych sześciu lat działalności, kilka razy zmienił Wam się skład…
Cinemon: Zawsze mieliśmy problem z basistą, z basistkami. Ale przez te sześć lat zrobiliśmy tak naprawdę bardzo dużo, nagraliśmy zajebistą płytę, na której są zajebiste numery. To są naprawdę dobre kawałki, słuchamy tego my, słuchają tego nasi znajomi, którzy mówią: „zagralibyście coś starego, bo to dobre piosenki są”. Jedynym problemem jest chyba to, że przez te sześć lat pakowaliśmy się widocznie w złe inicjatywy i nie było nas widać. A teraz? Dachoofka, setki fanów! <śmiech>
Radio17: A czym zajmuje się prywatnie zespół Cinemon – jego poszczególni członkowie, kiedy nie grają, nie dają koncertów?
Cinemon: Ja, jak już wspomniałem, kręcę inicjatywę o nazwie Krakowska Scena Muzyczna, która ma pomóc krakowskim zespołom i fanom, a oprócz tego pracuję w sklepie Skład Muzyczny.
Ja, Kuba Tracz, generalnie na co dzień zajmuję się muzyką, gram w Cinemonie, w Clock Machine, a do tego od jutra pracuję w Składzie Muzycznym. <śmiech>
To teraz ja – perkusista. Zajmuję się domem, nie pracuję w Składzie Muzycznym <śmiech>, a ogólnie gram w trzech zespołach, do tego uczę w szkole muzycznej Pozytywka – zapraszam wszystkie fanki oczywiście <śmiech>. Uczę grać na bębnach, na perkusji. Zajmuję się generalnie muzyką i dużo ćwiczę. Muszę.
Radio17: Zdradźcie – kiedy można spodziewać się nowej płyty?
Cinemon: Uważamy, że do płyty trzeba dojrzeć i nie warto jej robić dla samego zrobienia. Więc – jak dojrzejemy. A tak serio, myślę, że trzeba mieć dograny materiał. Po to też robimy tą trasę i pewnie ona się przedłuży trochę. Jak ten materiał będzie ograny, obgadany, to wtedy warto nagrać płytę, myślę. Czyli najwcześniej na wiosnę. Ale zanim nagramy płytę pełnowymiarową, taką, z której bylibyśmy dumni i moglibyśmy się podpisać wszystkimi sześcioma kończynami, przyjdzie trochę poczekać, bo mamy pewne aspiracje. Przede wszystkim musimy zebrać kasę. Jeszcze trzysta takich koncertów i pojedziemy nagrywać płytę <śmiech>. Być może do Los Angeles, do znanego nam gitarzysty Norweskiego.
Radio17: A gdzie zespół Cinemon ładuje akumulatory – w jaki sposób każdy z Was to robi? Nie da się ukryć, że energii Wam nie brakuje…
Cinemon: Koncert to jest taki moment, kiedy wszystkie stresy z Ciebie wyłażą, można to wszystko z siebie wyrzucić, np. tarzając się po ziemi. I ja chyba właśnie tarzając się po ziemi ładuję te akumulatory <śmiech>.
Dokładnie to, co Michał powiedział – taki koncert jak dla mnie, to jest najważniejszy moment w tygodniu. I wtedy można spożytkować tą dobrą energię, ale też wyrzucić tą złą, oczyścić się z tego. Po zagraniu zajebistego koncertu czuję się jak nowo narodzony – np. dzisiaj. Granie koncertów, granie muzyki, to jest coś pięknego. Jeśli ludzie tego słuchają i dobrze się bawią, to jest super. I ja chyba tak właśnie ładuję akumulatory.
A ja ładuję akumulatory, grając na bębnach – po prostu.
Radio17: Dziękuję Wam za wywiad i powodzenia na trasie koncertowej!
Cinemon: Dzięki wielkie i do zobaczenia!
Podobne wpisy:
